Jedną z najtrudniejszych i zarazem najważniejszych asan jest Pozycja Trupa. Chociaż nie wygląda ona na taką, jednak poprawne wykonanie tej pozycji może zabrać lata nieustających, codziennych wysiłków. Dlaczego dzieje się tak, skoro nie ma nic prostszego od położenia się na plecach i zamknięcia oczu? Sekret tkwi w naturze umysłu. Ponieważ, jak sama nazwa wskazuje, w Pozycji Trupa nie chodzi tylko o położenie się na plecach i zastygnięcie w bezruchu, (nazywała by się wtedy prawdopodobnie “pozycją kłody”), kluczowym zagadnieniem okazuje się w niej opanowanie aktywności systemu nerwowego. Trup - czyli martwe, ludzkie ciało - charakteryzuje się tym, że wszelka aktywność elektryczna ustaje w nim i jedynym, co identyfikuje go z człowiekiem, jest anatomiczna, ludzka forma, która nie ulega już więcej transformacjom.
Zanim przystąpimy do ćwiczenia savasany, zadbajmy więc o to, aby nic nie zakłócało naszego spokoju - zamknijmy drzwi, wywietrzmy pomieszczenie, w którym będziemy oddawać się relaksacji, ale okno zamknijmy,(być może będzie trzeba również zamknąć okno w przylegającym pomieszczeniu, ponieważ nie ma nic bardziej zdradliwego niż podstępne ciągi zimnego powietrza wsączające się przez szparę w drzwiach). Wyłączmy telefony, ułóżmy się wygodnie na macie, (uda lekko rozchylone własnym ciężarem na boki, wnętrza dłoni w kierunku sufitu, ręce w niewielkiej odległości od ciała), pod głowę podłóżmy niewielką poduszeczkę, przykryjmy się kocem od góry, zaś oczy zakryjmy kawałkiem miękkiego materiału.
A oto szczegółowa technika, wg magazynu Yoga & Health:
Naszym pierwszym krokiem na drodze do “relaksacji doskonałej” powinno być opanowanie poruszeń ciała fizycznego. Ponieważ natura naszego systemu nerwowego jest taka, że przy braku nowych bodźców aksony neuronów czuciowych unerwiających kończyny (układ nerwowy obwodowy) przestają wysyłać informacje do rdzenia kręgowego i mózgu (centralny układ nerwowy) już po kilku sekundach, nieporuszanie się jest wyjściowym warunkiem udanego ćwiczenia. Jeżeli w trakcie relaksacji, po upływie jakiegoś czasu poruszycie nogą, ręką lub palcem, nowy dopływ bodźców czuciowych zaburzy waszą relaksację. Dlatego niewarto jest układać się w pozycji trupa, jeżeli jesteście poddenerwowani, podekscytowani, podnieceni lub wasze ciało jest obolałe. W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto będzie to strata czasu.
Znacznie trudniej niż spełnić pierwszy warunek jest uspokoić aktywność centralnego układu nerwowego, (czyli w tym przypadku kory mózgowej), ponieważ mimo naszych nieustających wysiłków stale pojawiają się na ekranie naszego umysłu obrazy, myśli i wspomnienia. Jest to związane z naturą naszego umysłu. Powracające nieustannie z naszego “banku pamięci” (citta) wspomnienia “wyświetlają się” na obszarze świadomego odbioru bodźców (manas) aż do czasu, kiedy wyższe obszary naszej świadomości związane z mądrością i świadomym wyborem (buddhi) nie wyłączą automatycznie tego strumienia napływających myśli. Jest to proces stopniowy, który nazywamy też często “uwalnianiem napięć w ciele” lub “ewolucją świadomości”, choć ten ostatni termin posiada trochę szerszy kontekst.
No dobrze, co więc robić do czasu, kiedy mądrość nie uwolni nas ostatecznie od niedających nam spokoju myśli i wspomnień? Można spróbować zastosować kilka “sztuczek” ułatwiających relaksację. Jedną znich jest skupienie całej uwagi na najniższych i najprymitywniejszych obszarach mózgu - moście i rdzeniu przedłużonym - które są odpowiedzialne jedynie za automatyczną kontrolę mięśni oddechowych. Oddech znacząco się wtedy spłyca, lecz sprawowane przez ten obszar funkcje oddechowe nie wymagają naszej świadomej kontroli; nie są też one “uzwojone” w stopniu wytaczającym, aby umożliwić myślenie. Inną metodą jest wyobrażenie sobie, że opadamy w “batyskafie naszego ciała” na dno wielkiego i głębokiego oceanu. Stopniowo jest coraz mniej światła i istot żywych. Z czasem znikają nawet najprymitywniejsze formy życia i planktonu, a nawet ślepe i przyzwyczajone do życia pod wielkim ciśnieniem “morskie potwory”. Na samym dnie tego oceanu możemy spocząć w idealnej ciszy i ciemności, tak długo jak chcemy.
I jeszcze kilka porad co i jak robić, aby uniknąć problemów:
Miłej relaksacji! Powrót z udanej sesji Pozcyji Trupa wiąże się czasem z niesamowitymi wrażeniami, jak np. świadomość powrotu z sanktuarium zdrowia, ciszy i spokoju, do pełnego problemów i dolegliwości codziennego życia.
tłumaczenie Rafał Gadomski
Yoga & Health