Salamba Sirsasana jest bez kozery nazywana Królową Asan. David Coulter tak pisze o tej asanie we wstępie do rozdziału 8. Anatomii Hatha Jogi:
“Sirshasana jest prawdziwym błogosławieństwem i nektarem. Żadne słowa nie są w stanie odpowiednio oddać jej korzystnego wpływu i efektów. W tej jednej Asanie mózg wchłania mnóstwo Prany i krwi. Działa ona wbrew sile grawitacji i przyciąga obfite ilości krwi z serca. Pamięć poprawia się w stopniu godnym podziwu. Prawnicy, magowie i myśliciele docenią w wysokim stopniu tę Asanę. Kieruje ona sama przez się w stronę naturalnej Pranajamy i Samadhi. Niepotrzebne są żadne dodatkowe wysiłki. (Swami Sivananda w Yoga Asanas)”.
Chociaż znakomita część praktykujących dłużej hatha jogę zna i umie docenić zarówno samą pozycję główną jak i liczne jej warianty, jednakże pozostaje kilka dość ciekawych, jak sądzę, szczegółów, które dla większości nawet doświadczonych joginów nie będą tak oczywiste. Pierwszym z nich, niezwykle istotnym, jest to, że istnieją dwie podstawowe odmiany pozycji stania na głowie, w zależności od punktu zetknięcia głowy z podłożem. Często osoby, które zaczynają dopiero swoją przygodę z jogą, pytają w trakcie pierwszych zajęć ze stania na głowie, w którym miejscu dokładnie oprzeć głowę na macie? Większość nauczycieli odpowie im, że na czubku głowy. I to dobrze. Część jednak podpowie, że najlepiej oprzeć głowę bardziej z przodu - i to też dobrze! Te dwa różne podejścia doczekały się już nawet oddzielnych nazw: stanie na głowie na ciemieniu (ciemię - najwyższy punkt czaszki) oraz stanie na głowie na łbisku (łbisko, in. bregma - punkt na ciemiączku przednim czaszki, leżący bardziej z przodu). Te dwie metody różnią się od siebie zasadniczo. Stanie na głowie na ciemieniu jest kojarzone z elegancją, łatwiej w nie wejść, ale trudniej zachować poprawną lordozę lędźwiową oraz szyjną. W staniu na głowie na łbisku, kojarzonym z energią, które przyjąć jest znacznie trudniej, ze względu na początkowe pochylenie osi ciała nieznacznie do przodu, obie lordozy są ostrzej zarysowane, co daje inne trochę możliwości. Z technicznego punktu widzenia obie metody są jak najbardziej poprawne.
Innym dość istotnym szczegółem jest metoda uczenia stania na głowie osób początkującyh. Najpopularniejsza jest oczywiście metoda ad hoc (czy też może i hop!), czyli wskoczenie do pozycji i utrzymanie się w niej jak najdłużej ewentualnie przy pomocy ściany lub kolegi, czy instruktora trzymającego za nogi. Istnieje jednak naukowo opracowana metoda czterostopniowa, która jest bardzo interesującą alternatywą dla metody “energicznego pokonywania barier psychicznych”. Metoda ta zakłada przyjmowanie pozycji stania na głowie w czterech następujących po sobie etapach, przechodząc do kolejnego etapu dopiero po opanowaniu etapu poprzedniego. Ponieważ tak naprawdę każdy z tych czterech etapów stania na głowie mógłby być oddzielnym ćwiczeniem zapewniającym efekty odwrócenia tułowia, przy odrobinie cierpliwości można z użyciem tej metody odnieść znaczące korzyści.
Zanim jednak przystąpimy do samego ćwiczenia, dobrze jest zapoznać skórę głowy z wrażeniem dotyku i nacisku oraz (dla świętego spokoju) poćwiczyć trochę przewrotki i upadki. Do tego celu musimy sobie znaleźć odrobinę przestrzeni i najlepiej coś miękkiego pod głowę i eksplorować różne rodzaje nacisku pod różnymi kątami i w różnych konfiguracjach, a następnie trochę posymulować przewracanie się z etapu pierwszego stania na głowie. Kiedy już się zaznajomimy z uczuciami, jakie będą towarzyszyć naszej praktyce, możemy przystąpić do konkretnych ćwiczeń.
Etap 1. polega na ustawieniu głowy na podłodze, (najlepiej na początek użyć do tego metody stania na głowie na ciemieniu, gdyż łatwiej jest w niej balansować na niewielkich przestrzeniach), podparciu jej od tyłu za pomocą dłoni splecionych w “koszyczek” i uniesieniu bioder do góry. Stopy złączone, plecy proste. Podnosimy pięty do góry i wspieramy się na palcach stóp. Tułów i uda powinny tworzyć kształt odwróconej litery “V”, łokcie blisko tułowia, (najlepiej jeśli ręce będą ustawione równolegle). Teraz zaczyna się prawdziwe ćwiczenie. Cały czas kontrolując, co dzieje się z naszym ciałem, zwłaszcza zaś świadomie obserwując zmianę punktu ciężkości, powolutku, krok za kroczkiem podchodzimy na paluszkach stopami w kierunku głowy. Podchodzimy kawałek i stajemy, i obserwujemy, co dzieje się dalej. Podejście do punktu, w którym wasze stopy zaczną same odrywać się od podłogi, może zająć wam minutę albo kilka tygodni. Zależnie od tego jak jesteście wyćwiczeni. Nie przyspieszajcie. Może okazać się, że oderwanie stóp od podłogi nie jest możliwe bez zwiększenia elastyczności bioder. Jeśli wasza miednica opada w kieruniu podłogi, wasze stopy nie “pofruną” same do góry. Najważniejsze jest jednak w tym ćwiczeniu poczucie wrażenia lekkości. Jakby wasze nogi nic nie ważyły. A to można osiągnąć tylko wytrwałą praktyką podchodzenia stopami w kierunku tułowia z jednoczesnym prostowaniam bioder (przy prostych kolanach!). Energiczne podrzucanie nóg do góry nic wam nie pomoże - wszystko co podrzucamy do góry, musi w końcu opaść, (przynajmniej tak twierdzi Coulter).
Jeśli, utrzymując kolana wyprostowane, czujecie, że wasze stopy same odrywają się od podłogi, jesteście gotowi na etap 2. stania na głowie. W etapie 2. zginamy kolana i przyciągamy stopy w kerunku pośladków, balansując z nogami zgiętymi z przodu tułowia. To ćwiczenie można wykonywać dowolnie długo i wcale nie należy się spieszyć z przechodzeniem do kolejnego etapu. Zapewnia wam ono nieograniczone możliwości nauki zachowania równowagi w pozycji z nogami oderwanymi od podłogi. Rozłożenie ciężaru ciała zapewnia w tej asanie komfort, którego nie da się w żaden inny sposób sobie zapewnić. Możecie próbować, jak zmienia się równowaga, kiedy nieznacznie unosicie zgięte kolana trochę wyżej i eksperymentować z prostowaniem bioder i pociąganiem do przodu lordozy lędźwiowej.
To ostatnie będzie jednak możliwe w pełni dopiero w etapie 3., kiedy już poczujecie wystarczającą kontrolę, aby wyprostować uda i przenieść zgięte pod kątem 90 stopni kolana do tyłu. Tak więc będziecie teraz balansować z tułowiem wyprostowanym od pasa do kolan, a wasze stopy będą się znajdować z tyłu, z łydkami pod kątem prostym w stosunku do ud. Teraz popracujcie nad obszarem lędźwiowym i maksymalnym, możliwym wyprostowaniem bioder. Ustawienie części ciężaru ciała (łydki i stopy) z tyłu za plecami, stwarza po temu doskonałą okazję.
Kiedy poczujecie, że jesteście gotowi, aby przyjąć pełną pozycję stania na głowie - po prostu wyprostujcie nogi w kolanach, przechodząc łagodnie do etapu 4. Nie spieszcie się jednak. Jeżeli poświęcicie odpowiednią ilość czasu na przygotowanie się w poprzednich trzech etapach, nie tylko niczego nie stracicie, ale dodatkowo zyskacie pewność siebie niezbędną do tego, aby móc ćwiczyć stanie na głowie codziennie. To właśnie zalecją zgodnie wszystkie szkoły i podręczniki do jogi. Regularna praktyka stania na głowie zapewnia nieporównywalne efekty (głównie za sprawą odwrócenia wzorców ciśnienia krwi w ciele) w porównaniu z innymi asanami. Może ona pomóc wam rozwinąc waszą praktykę w stopniu, jakiego byście się nie spodziewali.
Należy jednak zawsze pamiętać o tym, iż sesja stania na głowie, powinna być kończona równie długą sesją pozycji stania na barkach, gdyż powoduje zbyt silne efekty i niezniwelowanie ich za pomocą ćwiczeń stania na barkach, może spowodować, że “moc” wymknie nam się spod kontroli.
Tym zaś wszystkim, którzy uważają, że ich mięśnie szyi i karku są zbyt słabe, aby utrzymać ciężar ich ciała w staniu na głowie, oraz tym, którzy ćwicząc doznali jakiejś kontuzji lub urazu tychże obszarów, możemy polecić “ćwiczenia oporowe szyi”, które polegają na wykonywaniu skrętów, wygięć i ruchów głową po skosie, z jednoczesnym tworzaniem oporu dla ruchu za pomocą dłoni. Dokładniej jednak przyjrzymy im się innym razem. ODWAGI I DO DZIEŁA!!!
Rafał Gadomski