Otwierając okładkę, z miłym dla ucha szelestem, niewinnie przewracając kilka kartek, nie myślimy, że trzymamy w rękach potężny oręż. Zresztą, nie każda książka orężem jest. Jednak w przypadku książek Marii Grodeckiej, wojującej kobiety-filozofa, przez całe lata aktywnie stającej w obronie masowo eksterminowanych zwierząt hodowlanych i doświadczalnych, która swoje pierwsze „szlify wojenne” zdobywała jako kilkunastoletnia dziewczyna w konspiracji AK oraz w Powstaniu Warszawskim, musimy zachować odpowiednie „środki ostrożności” – broń załadowana, gotowa do wystrzału!

„Wegetarianizm – Zmierzch Świadomości Łowcy”, sztandarowy klasyk tej nieżyjącej już autorki jest może nie „najmocniejszą” spośród wielu jej pozycji dotyczących wegetarianizmu, w tym sensie, iż nie rozwija filozofii wegetarianizmu do intelektualnego ekstremum, z całą jednak pewnością jest książką kompletną. Każdy, kto chciałby poczuć głębokiego ducha idei wegetarianizmu, może przekonać się sam, że skrupulatny badacz Maria Grodecka, (a właściwie dr Maria Grodecka – gdyż autorka obroniła doktorat z filozofii na Uniwersytecie Warszawskim), nie pominęła w swoim opracowaniu żadnego spośród licznych aspektów „sprawy”. Chwilami tekst Grodeckiej może zadziwić czytelnika – nawet doświadczonych wegetarian może z początku wielość poruszanych w tej książce wątków przyprawić o przysłowiowy zawrót głowy. Jednak kogoś, kto uważa, że wegetarianizm to po prostu gotowanie kotletów z soi w miejsce„schaboszczaka”, „Wegetarianizm – Zmierzch Świadomości Łowcy” może z początku zszokować.
Maria Grodecka jest autorką, która ma swój styl. Tym stylem jest prawda. Jej ciągłe dążenie do prawdy, walka o obalanie mitów, wieloletnie zmagania z systemem komunistycznym i narosłymi w świadomości społecznej stereotypami „zahartowały” ją i wyostrzyły jej pióro na tyle, że potrafi mówić o rzeczach trudnych, nie przystrajając swoich koncepcji w piórka górnolotnych metafor czy niejednoznacznych dywagacji. Jej rozważania są ścisłe, rzeczowe, nie pozostawiają miejsca na domysły czy fantazjowanie. Nie pozostawiają zbędnej przestrzeni na komentarze, na nasze rozleniwione „no w porządku, ale przecież…”. Grodecka prawdę mówi wprost i bez ogródek. Nie zadowalają jej kompromisy i półśrodki. A prawda, niestety, często bywa bolesna. Zwłaszcza prawda o nas samych, o naszej kulturze, zwyczajach, o naszych błędach i wypaczeniach. Przecież nikt nie lubi, aby wytykać mu błędy… Lepiej jest przecież nie wiedzieć o dziesiątkach milionów ludzi umierających z głodu albo przynajmniej myśleć, że sami są sobie winni. Lepiej jest nie wiedzieć, jakim torturom poddawane są zwierzęta w ubojniach i tzw. „laboratoriach naukowych”. Przecież to wszystko po to, aby zaspokoić nasze potrzeby – nasze apetyty, nasze gusta, etc.! Więc lepiej nie wiedzieć i myśleć, że wszystko będzie dobrze. Bo prawda boli. Niewiedza zaś w jakiś sposób uwalnia nas od egzystencjalnego bólu i pozwala myśleć, że jesteśmy lepsi. W końcu i tak każdy z nas ma tyle własnych problemów! „Ignorance is bliss!!!”
Maria Grodecka nie pozostawia nam żadnych złudzeń. Otwarcie i odważnie, punkt po punkcie omawia wszystko to, o czym wolelibyśmy w ogóle nigdy nie słyszeć. Z początku brzemię, jakim dzieli się z nami Grodecka w „Wegetarianizmie – Zmierzchu Świadomości Łowcy”, może wydać nam się ciężkie do udźwignięcia. Nie jest to spowodowane tym, że autorka żali się na kartach książki czy kogokolwiek oskarża. Przedstawia ona fakty. A fakty są niestety dość ciężkie i trudne do przyjęcia. Problemem może być tutaj zresztą nie to, że nie jesteśmy w stanie przyjąć na swoje barki ciężaru niektórych spośród prawd odkrywanych przez Grodecką, ale to, że działający gdzieś w środku naszego umysłu „instynkt podszewkowy”, ten cudowny mechanizm ochronny naszego ego, który pozwala nam bez zmrużenia oka przejść obok żebrzącego na ulicy człowieka czy utrwalać narosłe stereotypy dotyczące kultur innych niż nasza własna, zapali „czerwoną lampkę”. Po prostu nie każda część naszego umysłu przyjmie to, co przez całe swoje życie starała się uświadomić nam, Polakom, Maria Grodecka. Reakcje mogą być różne – od drobnych oporów, poprzez nieznaczne ominięcia, aż po gruntowną polemikę i zaprzeczenia. No bo jak uwierzyć w to, że gdyby nie wiecznie niezaspokojony apetyt 25% mieszkańców naszego globu na świeże mięso, prawdopodobnie problem światowego głodu czy niedożywienia w ogóle zniknąłby z agendy obrad światowych instytucji? Albo w to, że człowiek jest z natury owocożercą? Na szczęście poglądy Marii Grodeckiej są ściśle naukowe. Nie musimy w ogóle z nimi polemizować. Wystarczy potraktować je jak twierdzenia naukowe. Możemy wtedy powiedzieć sobie – „Ech, naukowcy – dzisiaj mówią to, jutro przyjdą następni i powiedzą co innego” – i dalej spać spokojnie. Nasze sumienie nie będzie zagrożone. Zresztą lektura Grodeckiej w ogóle nie jest dla czytającego groźna. Od samej świadomości pewnych problemów czy procesów nikomu jeszcze nic się nie stało, za to taka świadomość bardzo wielu osobom pomogła wyzbyć się uprzedzeń i wyzwolić z więzów kłamstwa i przesądu, co niejednokrotnie zaowocowało poprawą szeroko pojętego zdrowia (zwłaszcza psychicznego) i ogólnej życiowej kondycji.
„Wegetarianizm – Zmierzch Świadomości Łowcy” Grodeckiej posiada jeszcze jedną wielką zaletę. Jest to książka piękna. Piękna nie w ten wybujały, postmodernistyczny sposób, pełna kwiecistych fraz czy zaskakujących zwrotów akcji. Język Grodeckiej jest naturalny, miejscami nawet, można by rzec, lekko chropowaty… Jej piękno jest bardziej namacalne, ponieważ dotyka tych miejsc w każdym z nas, które nieodmiennie asocjujemy z prostotą i niewinnością lat dziecinnych, kiedy wierzyliśmy, że świat jest dobry. Maria Grodecka opowiada o rzeczach najważniejszych dla każdego człowieka, takich jak miłość, macierzyństwo, seks, dorastanie, wychowanie dzieci, z lekkością, jakiej może należałoby się spodziewać po matce-wegetariance i filozofie w jednym, ale z całą pewnością nie oczekuje się po pisarce, której nazwisko nawet wśród rodzimych wegetarian jest jeszcze czasem zbyt mało spopularyzowane. Niezłomność trwania Marii Grodeckiej w jej postawie obrońcy najwyższych wartości moralnych i etycznych sprawiła, iż tekst ten, poruszając tak szerokie spektrum zagadnień jak filozofia, psychologia, etyka a nawet joga, (ponieważ książka zawiera również specjalny rozdział poświęcony tej dyscyplinie, której zresztą Maria Grodecka była wielką miłośniczką), pozostaje jednak nadal spójny, czytelny i przejrzysty na każdej płaszczyźnie. Zawiłość rozumowania i przebiegłe argumentacje nie leżały chyba po prostu w naturze pisarki.
Tekst ten z całą pewnością stanowi poważną spuściznę po autorce nieszablonowej, człowieku, który do końca pozostał wierny swoim przekonaniom, i kobiecie, której nie skusiły ścieżki konformizmu dziejowego. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że większość książek opowiadających w sposób ciekawy o nowych prądach filozoficznych, nieszablonowych koncepcjach bytowania, alternatywnych stylach życia, itp. są tłumaczeniami z języków obcych. W tym kontekście cieszy podwójnie fakt, iż rodowicie polska autorka, pisząca po polsku stworzyła dzieło takiego formatu, z takim zapierającym dech w piersiach rozmachem ideologicznym i tak przejrzyste i bezkompromisowe w warstwie filozoficznej. Przypuszczalnie nie byłoby to możliwe, gdyby nie wieloletnia „kariera” autorki jako obrońcy praw zwierząt w czasach PRL-u – „schabowej fortecy” krajów Układu Warszawskiego. Można i wypada przytoczyć tu słowa wieszcza: „Polacy nie gęsi…”. Dzięki Marii Grodeckiej doczekaliśmy się własnej interpretacji idei wegetarianizmu i jest to interpretacja tak samo aktualna dziś, jak była dwadzieścia lat temu, kiedy książka powstawała. Może dzisiaj po prostu idee Grodeckiej trafiają na trochę bardziej podatny grunt? Może mamy dziś, obciążeni balastem doświadczeń trudnej transformacji ustrojowej i bolesnego rozczarowania „nowym lepszym” życiem ”jak na Zachodzie”, trochę więcej „zdrowego rozsądku i współczucia”? Czas pokaże, czy tacy filozofowie jak Maria Grodecka faktycznie posiadają ponadczasową moc odmieniania ludzkich serc, lecz z pewnością będziemy musieli coś w sobie zmienić, aby móc dalej żyć tak, jak byśmy chcieli. Bo filozofia jest życiem, a życie jest filozofią. A życie nie znosi pustki.
Rafał Gadomski
Wegetariański Świat, lipiec-sierpień 2009